Wydawać by się mogło, że bohaterów tej notki mamy dwóch. Jednak jest ich trzech i tego głównego tu nie zobaczycie. Zobaczyć jednak możecie zmiany na blogu i mam nadzieję, że Wam się podoba, bo mi bardzo. Na początku myślałam nad zmianą nagłówka, dodaniu kilku szczegółów, a ostatecznie mam całkiem nowy, świeży i piękny wygląd bloga za który jeszcze raz mocno dziękuję Kubie. Podziękowania należą się też Juli, która czuwała nad grafiką – mała, jesteś wielka!

Drugim w kolejności bohaterem jest różowy lakier Bell. Ten kolor u mnie to rzadkość, ale dzięki Monice mogłam się przekonać, że na paznokciach nie wygląda źle. Nie byłabym jednak sobą, gdybym nie dodała czegoś jeszcze, stąd piękny Mollon Pro, o którym opowiem Wam więcej kiedy indziej.

DSC_0005

DSC_0006

Z lakierami Bell miałam pozytywne doświadczenia. Ten też nie zmienił mojego zdania o marce. Idealny, delikatnie rozszerzany pędzelek, który pozwala na dokładnie rozprowadzenie lakiery na płytce bardzo przypadł mi do gustu. Konsystencja jest dosyć gęsta, lakier nie rozlewa się po skórkach ale sprawia problemy przy nakładaniu cienkich warstw, bo bardzo smuży. Ja nałożyłam dwie grubsze, co zapewniło idealne krycie.

DSC_009 // DSC_0010 // DSC_0011 //DSC_0012

Schnie przeciętnie, ale ja ratuję się wysuszaczem. Nie przebarwia płytki. Mam go aktualnie na paznokciach, po 5 dniach od pomalowania. Minimalnie starł się na końcówkach i pewnie mogłabym ponosić go jeszcze ze dwa dni, gdyby nie to, że popękał. Nie odprysł, a po prostu widać wiele pęknięć na płytce. Nie jest to wina topu, którym pokryłam paznokcie, bo przy innych lakierach się tak nie zachowuje. Mimo wszystko uważam, że 5 dni z jednym lakierem we właściwie idealnym stanie w pełni mnie satysfakcjonuje.

DSC_0001 // DSC_0004 //  DSC_0015

A Wy miałyście problem z pękaniem lakierów Bell lub innych, czym to może być spowodowane? No i koniecznie dajcie mi znać jak podoba Wam się nowy wygląd bloga.

Za cudowny papier w tle dziękuję Galerii Papieru.