Na początku chciałabym Wam powiedzieć, że zniknęłam z blogrolli, więc jeśli chcecie mnie tam dodać, to musicie to zrobić niestety „na piechotę”.

Bez tytułuMoja miłość do lakierów matowych jest ogromna, do matowych piaskowych – jeszcze większa. Chciałabym Wam zatem pokazać cudowny lakier Kiko Cupcake 654. Nie umiem określić jego koloru, niby żółty, niby trochę zielony, ale to w buteleczce, bo na paznokciu zaskakuje kolorami.

Malowanie sprawia dosyć duże problemy. Nie wiem czy to wada fabryczna, czy winna jest konsystencja lakieru, ale pędzelek podczas malowania robi się strasznie pękaty. Jeśli dobrze „wytrzeć” go z emalii podczas wyciągania z buteleczki, to nic na nim nie zostaje. Jeśli natomiast go nie wycierać, na paznokciu wszystko mi się rozlewa, bo produktu nabiera się za dużo. Problem jest także z ponownym włożeniem pędzelka do środka, ponieważ cała szyjka zostaje umazana.

Poza tymi niedogodnościami, które jednak w dosyć znaczący sposób utrudniają malowanie, bardzo pozytywnie się nim zaskoczyłam. Dwie warstwy wystarczają do pełnego, pięknego krycia. Schnie momentalnie, swoją drogą to nie spotkałam nigdy źle schnącego lakieru piaskowego.

 

Do dwóch dni po pomalowaniu jest dosyć mocno chropowaty, chwilami miałam takie „Wow, ja drapię!”. Naprawdę efekt piasku jest super i taki jak być powinien.  Z każdym kolejnym dniem delikatnie się ściera, ale absolutnie nie do błysku i nie traci swojego pięknego jak dla mnie wyglądu. Całość utrzymała się na mich paznokciach 5 dni, z delikatną stratą chropowatości i delikatnie startymi końcówkami.

Dużym zaskoczeniem jest także zmywanie. O dziwo, odbywa się bez większych problemów. Szlag mnie trafia, jeśli lakier piaskowy przykleja mi się do wacika i nijak nie mogę go zmyć. Tu nic takiego nie ma miejsca, owszem trzeba trzeć trochę mocniej, ale nie jest to męczące.

Jak Wam podoba się ten lakier? Ja bardzo go lubię, a ten przy okazji przypomina mi ciasteczko, więc malowanie nim sprawia jeszcze więcej przyjemności.