Generalnie jak nie urok to… Resztę dopowiedzcie sobie same.
Najpierw zerwałam jeden paznokieć, a niedawno (na szczęście tylko) złamałam kolejny. 
Oczywiście reszty ściąć nie mogłam, więc sobie dwa…naprawiłam 🙂 
Zdjęcia, które Wam dziś pokażę są jeszcze z czasów zepsucia, więc jakość może być słaba.
Ciężko utrzymać lustrzankę w lewej dłoni. 
Czasami (albo bardzo często) zachciewa mi się przygód na paznokciach.
Generalnie pomalowanie dziesięciu paznokci na jeden kolor bez żadnych ozdób to u mnie rzadkość. 

Miss sporty 456.
Generalnie uwielbiam lakiery tej firmy. Jeszcze nigdy na żadnym się nie zawiodłam – dobre krycie, schnięcie, trwałość, cena.

Rimmel – 323 Don`t be shy
Ja kupiłam taki kolor…dziwne, ale bardzo go polubiłam. Tak samo jak poprzednika – trwałość i schnięcie naprawdę mega! Dodatkowo – idealny np. do stempli, bo ma genialną pigmentację.

Tu numer Wam uzupełnię, bo nie mam go obecnie przy sobie.
W tym przypadku pigmentacja jest trochę słabsza niż u poprzedników, w sumie nałożyłam trzy warstwy, ale o dziwo schnie w miarę szybko.
Trwałość też trochę słabsza.

Miss sporty – 452

Coral – [też Wam uzupełnię numer]
Generalnie to moje największe zaskoczenie.
Żółty kojarzy mi się wyłącznie ze słabym kryciem. Spotkałam może jeden lakier w takim kolorze w swojej „karierze”, który krył dobrze. Tu widzicie dwie warstwy i jest okej, schnie też dobrze.
Naprawę jestem z lakierów tej firmy zadowolona 🙂 

Podobają Wam się takie szaleństwa czy generalnie stawiacie na klasykę i ewentualnie małe, delikatne ozdoby?