Na początku powiem Wam, że tego już się nie leczy. 
Czego? Choroby, która kazała mi wejść do Rossmana i kupić 18 nowych lakierów.
A z silną wolą to tak samo jak z nadzieją, też jest matką głupich.

I żeby nie było ze mną aż tak źle, to te pięć buteleczek na dole przyszło do mnie pocztą. 
Dziś bliżej pokażę Wam lakier Rimmel by Rita Ora – 835 Pillow talk.

 Wrzuciłam go do koszyka sama nie wiem czemu, bo przecież w domu mam już podobny. 
Zupełnie jednak nie żałuję 🙂 

Lakier ten ma delikatny shimmer, którego jednak nie udało mi się uchwycić na zdjęciach. Dlaczego? Bo widać go tylko w buteleczce. Na paznokciach nie ma po nim nawet śladu, dla mnie jest to plusem. Dla mnie tak, ale dla innych kupujących go właśnie dlatego, że „ładnie błyszczy” będzie rozczarowaniem.

 Nakładanie tego lakieru to dla mnie sama przyjemność. Gruby pędzelek idealnie rozprowadza emalię na paznokciu. Kryje po dwóch warstwach, bez żadnych prześwitów. 

Czas schnięcia jak dla mnie przeciętny, po ok. 30 min nałożyłam Seche Vite, bo straciłam cierpliwość. 
Jeśli chodzi o trwałość – wytrzymał 4 dni bez żadnych ubytków czy nawet startych końcówek. 
Jak dla mnie – lakier idealny. Nie zmartwiłam się zbytnio, że nie widać shimmera po pomalowaniu, a jedynie w butelce. Trwałość jak dla mnie też idealna. Podejrzewam, że wytrzymałby dłużej, ale z racji tego, że mi się znudził – zmyłam go. 
Mam jeszcze jeden lakier z tej serii i też go polubiłam.
A jakie są Wasze odczucia? Używałyście już lakierów by Rita Ora? 🙂