Jeśli spodziewacie się dalszego ciągu sprawy z moją cudowną bluzą, powiem tak: będzie. 
Tym bardziej, że odezwał się do mnie przedwczoraj pracownik firmy. Jeśli sprawa się rozwinie, na pewno Was o tym poinformuję.
Niestety wczoraj dostałam na FB bana. Uwaga! Za posty na profilu C&A, o dziwo nie wstawiłam im nawet notki, bo zrobiły to czytelniczki. No cóż… 🙂
Tymczasem żeby umilić czas zarówno Wam jak i sobie pokażę dziś pewnego kolorowego…słodziaka.
Ruby Wings – Chocolate Mousse – niezwykle piękny, ale i trudny do pokazania lakier.

Piękny lakier, a właściwie top z masą zatopionych kolorowych płatków w karmelkowej bazie.
Co lepsze – on pachnie, a co najlepsze – pachnie jeszcze ok. 2 dni od momentu pomalowania paznokci.
Ma piękną nazwę Chocolate Mousse a kiedy mam blisko twarzy rękę czuję zapach amaretto, coś cudownego 🙂
Pokażę go Wam w wersji w której mi podoba się najbardziej – na białej bazie.

W tym celu użyłam lakieru Sally Hansen – 300 White One.
Poza białą bazą malowałam Rubby Wingsem jeszcze na dwa sposoby:
-na niemalże przeźroczystą odżywkę i wtedy z delikatnego karmelkowego koloru jaki widzimy w butelce zmieniał się w mocniejszy brąz
-oraz na fioletowy Seche Vite -Not easily swept away, gdzie wzmacniał jego kolor.
Efekt bez oddziaływania słońca możecie zobaczyć TU

W pomieszczeniach czy w pochmurny dzień wygląda tak jak na zdjęciu – piękne, mieniące się drobinki w subtelnej brązowej bazie.
Maluje się nim dosyć ciężko, lakier jest gęsty. Tu plus dla producenta za dużą kulkę w środku butelki, która pomaga w „rozbiciu” zwartej konsystencji.

Przy malowaniu trzeba się trochę nagimnastykować żeby płatki dokładnie pokryły płytkę. Przy okazji też, aby pokryć bazą cały lakier nawierzchniowy, dlaczego to takie ważne dowiecie się za chwilę.

Zdjęcia z lampą 

Lakieru z obawy przed utratą jego właściwości nie pokrywałam żadnym topem, nie sprawia to jednak problemu w jego wysychaniu (ok.20min). Wydaje mi się też, że zależy to w dużym stopniu od bazy czyli w tym przypadku białego lakieru, co za tym idzie – współgrają idealnie 🙂

Oczywiście jak na złość przez trzy dni kiedy go nosiłam nie było słońca.
Uwiecznienie jego metamorfozy w domu było niemożliwe, dlatego zdjęcia robiłam na dworze. W drodze do pracy, dlatego wybaczcie tło.

Starałam się schować dwa paznokcie, żeby widać było efekt. Jak widzicie Rubby na słońcu i przy białej bazie zmienia kolor na śliwkowy.
Ma jedną wadę. Zdjęcia robione są trzeciego dnia od momentu malowania. Po zmianie koloru widać jak bardzo się starł, a uwierzcie mi malowałam baaaaardzo dokładnie.

Efekt jaki daje ten lakier dla mnie jest czymś oszałamiającym.
Dosłownie! Poza tym sprawia mi radość kiedy widzę jak pani w komunikacji miejskiej patrzy na moje paznokcie, bo zaraz po wejściu do tramwaju są fioletowe a po chwili stają się białe.
Dodatkowo jego zapach, w trakcie i po pomalowaniu.
Jeśli miałabym możliwość kupić inne warianty kolorystyczne, nie zawahałabym się ani chwili.

Podoba Wam się? 🙂