Moja druga przygoda z piaskiem. Po pierwszej miałam mieszane uczucia.

Piękny, miętowy piasek od BarryM. Ładniejszy i delikatniejszy od piasków z China Glaze. 
Nakłada się go bardzo przyjemnie, do krycia potrzebne są dwie warstwy.
Pędzelek delikatnie przy końcu rozszerza się, co trochę utrudnia manewrowanie nim przy skórkach. Nie jest tragicznie, bo w końcu skórki wyczyścić można, jednak mnie to trochę denerwuje.

Maluje się bardzo łatwo, jest mimo wszystko w miarę gładki co nie stwarza problemów. Nie robi się z niego typowy papier ścierny jak w przypadku chinek. Efekt jest subtelny, a i nie drażni w kontakcie np. ze skórą na twarzy.

Schnie bardzo szybko, ok. 15 min. Utrzymuje się 3-4 dni, i co ważne – nie odpryskuje czego nienawidzę. Delikatnie zaczynają się tylko ścierać końcówki.
O dziwo zmywanie to nie męczarnie. Zmywa się dosyć dobrze, biorąc pod uwagę wykończenie. Tu duży plus. 
Jestem w nim zakochana totalnie 😉
Wracam do blogowania, w miarę regularnego zatem pytanie do Was.
Pojawiło się u mnie mnóstwo nowości podczas nieobecności, wybrałam kilka i to Wy zdecydujecie co pokażę w następnej notce… 🙂
1. Seche – Not easily swept away
2.Color club – Over the moon
3.Rubby Wing – Chocolate mousse
4.China Glaze – Flock together
5.Color Club – Fly with me
Numerek zostawcie w komentarzu 😉