Mniej więcej od listopada zeszłego roku moje włosy i skóra głowy przezywały ciężkie czasy. 
Nigdy żadnych problemów nie miałam aż tu nagle pojawił się łupież, bo jak inaczej nazwać białe coś sypiące się z głowy? Brrr… Jeśli któraś z Was ma ten problem doskonale wie jak bardzo jest to niekomfortowe. Obkupiłam się zatem w szampony przeciwłupieżowe, te ze sklepów jak i aptek. 
Czy pomagały? Nie, nie nie. Owszem, po umyciu było lepiej, ale na chwilę a później wszystko się nasilało.
Z ratunkiem przyszła Marta, to ona dała mi kontakt do pani Ewy trycholog, która aktualnie potrzebowała „królika doświadczalnego” dla swoich studentów 😉 Takim oto sposobem znalazłam się w Szkole Kosmetycznej, gdzie pod czujnym okiem pani Ewy, jej studenci przeprowadzili ze mną wywiad, zalecili odpowiednią pielęgnację oraz wykonali zabieg trychologiczny.
Pod specjalną kamerką okazało się, że łupieżu wcale nie miałam. „Białe coś” widoczne na ubraniach to  sucha, a przez to łuszcząca się skóra. Ba! Szampony przeciwłupieżowe jeszcze sprawę pogarszały, dodatkowo wysuszając a nie nawilżając skalp.
ja i moje zdolności do robienia sobie samej zdjęć 😀