Żeby nie było, blogerka kosmetyczna też czyta recenzje innych blogerek i pod ich wpływem ma nagłe „chciejstwo”. Tak było i w tym przypadku, Sauria napisała, Patrycja poszła i kupiła 😀
Przez całą zimę myślałam „przyda mi się peeling do ust, nie lubię moich ust, nic ich nie nawilża, są okropną skorupą, chce peeling do ust”, oczywiście moja leniwa natura nie pozwoliła mi wykonać takowego samodzielnie. Cukier, miód i takie rzeczy…ok, ale to zabawa nie dla mnie. Szorowanie ust szczoteczką do zębów też niewiele pomagało.
Peeling jak i błyszczyk mamy do wyboru z trzech wersjach smakowych: różany, kawowy i pomarańczowy.

Peeling

Producent obiecuje nam 100% naturalnych składników, ba! Peeling można nawet jeść. Ok, może nie łyżeczką ale oblizywanie ust po nim jest dosyć przyjemne i nie zaszkodzi 🙂
SKŁAD:

Xylitol, Glycine Soja (Soybean) Seed Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Wax, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Bixa Orellana Seed Oil, Citrus Grandis (Grapefruit) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Limonene, Linalool, Citral

Ja jestem w nim absolutnie zakochana. Doprowadził moje usta do porządku, jak tylko pojawi się jakaś sucha skórka, sięgam po niego. Chwila przyjemności i skóra na ustach jest idealnie gładka.

Ukryte 25ml w małym, poręcznym, plastikowym pojemniczku. Od daty otwarcia mamy 12 miesięcy na zużycie go. Produkt przez swoją konsystencję jest bardzo wydany, nie za gęsty, nie za rzadki, ani nie za sypki 😉 

Po zastosowaniu nie zmywam go wodą a po prostu oblizuje usta. Mniam mniam! Nie dość, że zapach ma obłędny, wręcz soczysty to jeszcze smakuje. Idealna słodka pomarańcza! 
Dodatkowo zostawia na ustach lekki nawilżający film.
Cena to 49zł, ja zapłaciłam mniej gdyż akurat miałam rabat do Sephory. Cena dość wysoka, jednak biorąc pod uwagę jakość i wydajność produktu nie jest to strasznie dużo. 
Ja jestem mega leniem i nie chce mi się tworzyć peelingu samej, poza tym kiedy chce coś na już, to ma być tu i teraz a nie za chwilę. Zatem zamiast biegać po domu (olaboga! albo po sklepach) w poszukiwaniu cukru, miodu i innych cudów, ja udaję się do półeczki z łazience i sięgam po niego.. 🙂 
Błyszczyk 
Wielką fanką mazideł do ust nie jestem, aczkolwiek to się zmienia. Do kolorów jeszcze się przekonać nie mogę, mam małe usta i takie tam 😉 
Jednak jak nie kolory to „neutralnych” błyszczyków zaczęłam używać regularnie. 

W miękkiej tubce dostajemy 15ml produktu, również ważnego rok od daty otwarcia. Jego cena to 45zł. Błyszczyk tak samo jak peeling jest wydajny, już malutka kropeczka wystarcza żeby pokryć całe usta.
 SKŁAD:

Ricinus Communis Seed Oil, Hydrogenated Castor Oil, Copernica Cerifera (Carnauba) Wax, Prunus Amygdalus Dulcis (Sweet Almond) Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Oil, Citrus Aurantium Dulcis (Orange) Peel Wax, Hydrogenated Vegetable Oil, Vitis Vinifera (Grape) Seed Oil, Hydrogenated Olive Oil, Simmondsia Chinensis (Jojoba) Seed Oil, Mica, Titanium Dioxide, CI 77891, Iron Oxide, CI 77491, Tocopherol (mixed), Beta-Sitosterol, Squalene, Linalool, Limonene, Citronellol, Citral

 

  Jest on świetnym dopełnieniem pielęgnacji, razem z peelingiem dostarczają mojej skórze ust porcję idealnego nawilżenia. Już zapomniałam co to znaczy spierzchnięte wargi. I jak dla mnie, osoby opornej w pięlęgnacji ust, dodatkowym atutem jest zapach. Już po odkręceniu tubki czuć pomarańcze 🙂 
Nie wiem jak z trwałością, bo bardzo często po prostu przyłapuje się na zlizywaniu go 😉 
Aczkolwiek ponowna aplikacja, nawet bez użycia lusterka nie jest problemem.

Dodatkowo błyszczyk ma delikatny shrimmer, nie wygląda tandetnie tylko dodaje subtelnego blasku 🙂 
Na obydwa produkty prawdopodobnie skuszę się po zużyciu ponownie 🙂 Na ostatnim spotkaniu blogerek dostałam błyszczyk w wersji różanej, pachnie jak nadzienie pączka! Mniam!
O błyszczyk nie pytam, bo to oczywiste, ale peeling uważacie za zbędny gadżet czy niezbędnik pielęgnacji? 🙂