Dawno nie pokazywałam Wam swoich zakupów. Tak na szybko zebrałam całkiem nowe rzeczy z tymi, które używam już od jakiegoś czasu a jeszcze ich tu nie było. Dopadła mnie niemoc twórcza w pisaniu bloga to myślę, że taki post pozwoli mi tą moc odzyskać 🙂

Odżywka BingoSpa z glinką. O kosmetykach tej firmy słyszałam dużo, ale sama jakoś nigdy po nie nie sięgnęłam. Aż w końcu dostałam odlewkę tej maski od Asi i się zakochałam (spoko, nie w Asi – w odżywce!) Takim też sposobem znalazła się u mnie po wcześniejszym znalezieniu jej w Jaśminie i zapłaceniu 11.50zł. Duża, tania i cudowna 🙂

Oliwka do skórek z BeautyFlo, niby kokosowa, niby ja nie lubię kokosa, ale jej zapach jest cudownie słodki i bardzo mi się podoba. Pomijam fakt, że pani w sklepie wyciągnęła ok. 10 wersji zapachowych… i weź się tu człowieku zdecyduj.
Lakier z Flormaru – mój pierwszy z tej firmy. Teraz kiedy mam do nich dobry dostęp pewnie nie jest ostatni, mam go dziś na paznokciach czwarty dzień i jest jakby nałożony wczoraj! (ok..mam już mały odrost, ale końcówki całe! :D) 

Wzmacniający żel z wapniem KillyS, skusiłam się na niego po wpisie Mallene.Widziałam tą firmę nie raz w drogeriach, jednak jakoś nigdy nie zwracałam na nią większej uwagi. Od momentu kiedy przestałam stosować NaiTeka szukam dobrej bazy a zarazem odżywki do paznokci. Chyba znalazłam 🙂

Słynny preparat do skórek Sally Hansen, kupiłam go na paatal.pl za 15 zł. Jestem osobą, która skórki wycina, bo lubi i chce. I nie mówcie do mnie, że to jest złe – i tak Wam nie uwierzę 😀 Już widzę, że się polubimy, bo moja działalność cążkowa przy skórkach została znacząco ograniczona (czasowo i ilościowo), preparatem robi się to szybciej i łatwiej. Jestem na tak! 

Pomadka z masłem kakaowym Flos-Lek, kupując ją miałam nadzieję, że będzie pachniała jak kakałko…niestety 🙁 ale wybaczam w pełni – świetnie nawilża.
Mascara Gosh – Catchy eyes. Pierwszy egzemplarz dostałam na listopadowym spotkaniu blogerek i od tamtej pory się nie rozstajemy. Kupiłam już drugie opakowanie (ba! moja mama też o nią poprosiła)
Idealnie podkręca i wydłuża moje gęste rzęsy. Maskara idealna!

Pierwszy mój lakier Inglota z serii oddychającej – numerek 666 (ewentualnie 999 – jak kto patrzy, jednak mi bardziej podoba się wersja 666) piękna zieleń. Mam nadzieję, że niedługo zagości na blogu.
Inglot Silk Wrap – małe rozczarowanie. Niby baza, ale jakoś nie ułatwia malowania, paznokci też nie odżywia. Na pewno poświęcę jej oddzielny post..

Korektor pod oczy Oriflame, czyli ciąg dalszy poszukiwań idealnego retuszera sińców pod oczami. Nie jest źle, ale to jeszcze nie to. 
 

Zachciało mi się rozświetlacza, a jak mi się zachce to musi być tu i teraz. W pięciu drogeriach nie znalazłam nic co by mnie zadowoliło, więc znowu z pomocą przyszła Asia. Stałam się zatem dumną posiadaczką kuleczek z Oriflame, które przypominają….no właśnie, co? 😀 A! I pachną obłędnie!

Zamówienie z Marizy. Zrobiłam się konsultantką baaaardzo dawno temu i od czasu do czasu sobie coś zamówię, kosmetyki mają dobrej jakości i ceny także 🙂

 Róż. Chyba jestem maniaczką, mam tyle róży, że nie zużyje ich do końca życia, ale co za mało to nie zdrowo 😀 Ten jest trochę ciężki w obsłudze, pyli się i łatwo zrobić sobie plamy –  jednak na twarzy wygląda bardzo fajnie, zatem wybaczam. 
Puder ryżowy. Pudrów też mam dużo, jednak zawsze potulnie wracam do tego, jak dla mnie najlepszy i zawsze mam jeden w zapasie. 

Pryzma brązująca, czaiłam się na nią długo, oj bardzo długo. Przy ostatnim zamówieniu weszłam (chyba po raz pierwszy) w zakładkę TESTERY w poszukiwaniu podkładów. Nagle patrzę, tester pryzmy… mówię kurde, jak może wyglądać tester takiego produktu? Otóż, wygląda tak samo jak pełnowymiarowy, poza brakiem naklejki z opisem na dole opakowania, naklejką z napisem „Tester” oraz ceną 🙂
Coś Was szczególnie zainteresowało i chcecie zapoznać się z tym bliżej? Słucham sugestii i będę pisać pełne recenzje!